Pierwsze poszukiwania i przygody z MPK

Przyszła pora na to, żeby przejść do następnego etapu mojego planu. Tak jak pisałem w kilku postach, jednym z moich celów, dla którego tworzyłem projekt warsztat, jak i inne projekty, jest znalezienie pracy. Więc wybrałem się do pewnej krakowskiej firmy, aby zawieźć CV osobiście.

Stwierdziłem kilka dni temu, że trzeba się w końcu zebrać i pojechać do tego Krakowa. Znalazłem więc ulicę, na której mieści się firma i wsiadłem w busa. Mieszkam na takim zadupiu, że nawet nie ma bezpośredniego połączenia PKP z Krakowem i trzeba się ładować do małego, ciasnego busa, bez klimy i męczyć się przez 1:30, do dwóch godzin w przypadku korków. Oczywiście mogłem jechać samochodem, ale stwierdziłem, że warto byłoby ogarnąć komunikację miejską w Krakowie, a poza tym jadąc w pojedynkę, wychodzi to 3 razy drożej.

Więc po ok. 90 minutach jazdy w duchocie patrząc na zaspanych ludzi, walących co chwile głową w oparcie siedzenia poprzedzającego i próbując samemu zdrzemnąć się jeszcze chwilę w telepiącym się busie, w końcu dotarłem na dworzec główny w Krakowie. Wyszedłem z dworca i znalazłem pierwszy lepszy przystanek tramwajowy. Odpaliłem aplikację „jak dojadę” i czekałem na tramwaj. Oczywiście biletomat na przystanku nie działał. Zajebiście się zaczyna – pomyślałem. Wsiadłem do tramwaju, kupiłem bilet 40-minutowy i jadę.

Po kilku przystankach motorniczy próbuje otworzyć drzwi i… zacięły się. Myślę sobie super, jeszcze brakuje, żeby wyskoczył koleś z laskami dynamitu i zegarem przy pasie. Po kilku próbach otworzył drzwi ręcznie. Te wszystkie czynności zajęły jakieś 10 minut, o które opóźnił się tramwaj.

Dojechałem tak do jakiegoś przystanku, nie pamiętam jakiego. Po chwili rozejrzałem się po tramwaju i uświadomiłem sobie, że zostałem sam. Myślę sobie, koniec trasy, no to wysiadłem, rozejrzałem się, patrzę na tramwaj stojący przed tym, z którego wysiadłem, ta sama linia i ludzie są w środku. No to przesiadam się, ten ma przynajmniej sprawne drzwi.

Odpalam znów aplikację „jak dojadę” i okazuje się, że muszę się przesiąść do autobusu. No to ok wysiadłem z tramwaju i czekam na swój autobus. Po 15 minutach stania na przystanku i krótkiej konwersacji z menelem i grzecznej odmowie wsparcia finansowego, wsiadłem, do spóźnionego autobusu. Dojechałem na miejsce, sprawdzam mapy, zostało jeszcze paręset metrów do przejścia. Jakimś cudem dotarłem na miejsce jeszcze przed zmierzchem i dostarczyłem swoje CV.

To jeszcze nie koniec historii, no bo trzeba jeszcze wrócić. Znalazłem linię powrotną, która na całe szczęście nie miała już przesiadek. Poczekałem chwilę i wsiadłem do tramwaju. Za kilka przystanków słyszę z głośników, że syntezator mowy serdecznie dziękuję mi za podróż i że to koniec trasy i mam wysiadać. Okazało się, że linia była dobra, tylko pojechałem w złą stronę. Poszedłem na przystanek obok, stał tam tramwaj tej samej linii, jadący już w dobrą stronę. Wsiadłem więc zadowolony i jadę już w dobrym kierunku.

Po kilku przystankach tramwaj zaczął szarpać. Motorniczy zatrzymał się na najbliższym przystanku i wyszedł ogłosić, że ma awarię wagonu i mamy wysiąść. Pomyślałem sobie  – no kurwa, zajebiście. Poczekałem na kolejny tramwaj i wsiadłem do niego, olewając to, że 40-minutówka już jest przeterminowana, jak coś, to się będę kłócił.

Udało mi się w końcu dotrzeć do celu, w międzyczasie przekonując się, że faktycznie zależność „kiedy menel jedzie tramwajem, to tramwaj jedzie menelem” to nie jest tylko żart.

Wysiadłem na dworcu głównym i poszedłem do bankomatu wypłacić pieniądze z bankomatu, bo cała gotówka, którą miałem poszła rozmieniona na bilety MPK. Podszedłem do pierwszego lepszego bankomatu i wyglądając jak idiota, który pierwszy raz w życiu widzi bankomat, próbowałem wsunąć kartę do czytnika, albo machałem nią przed odbiornikiem NFC próbując skorzystać z jakiejkolwiek innej opcji wypłaty pieniędzy. Po paru minutach prób poszedłem do innego bankomatu, który już na szczęście zadziałał.

Po całym dniu zmęczony wróciłem do domu i położyłem się spać. Na całe szczęście wszystkie te sytuacje nie zniechęciły mnie do tego miasta.

Teraz pozostało tylko czekać na telefon od rekrutera. Mam nadzieję, że w ogóle do mnie zadzwonią, ale fajnie byłoby, gdyby stało się to już za kilka dni. Wtedy przynajmniej będę spał spokojnie.

Dziś ostatni dzień głosowania w DSP2017. Ja oddałem już swój głos. Przeliczając ilość wejść ze strony uczestników na mojego bloga w ostatnim okresie, nie mam specjalnie dużych szans na dostanie się do kolejnego etapu, ale nie jest to niemożliwe. Jeśli każda z osób, która weszła na mojego bloga ze strony uczestników, oddała na mnie przynajmniej 2 punkty, to jest szansa na wygraną. Już niedługo wszystko się rozstrzygnie, więc nie ma co spekulować.

Pozdrawiam!
MTK

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑